W imię Boga,
więcej wspominek Rychnowskiego o niektórych podjętych pracach i wiele o oszukańczej spółce. A także zasyganlizoanie: o efektywnym spalaniu, odkryciu prądu zmiennego na 6 lat przed Hertzem i modelu maszyny zwiększającej ciśnienie osmotyczne eteroidem wystawionej na wystawie w wiedniu 1883r i Krakowie w 1885r.
MrHopen, 20. kwietnia 2017r.AD (7525 lata)

Kserokopia poniższej pozycji

Historyczny odgłos bezgranicznej rozpaczy.

 

Pomimo, że zasadniczo wyedukuwałem się teoretycznie i praktycznie na mechanika, to gdy nadarzyła mnie się sposobność być czynnym przy budowie domów we Wiedniu, poddałem się tej pracy i po kilkuletniej praktyce, zaskarbiłem sobie o tyle wiedzy w budownictwie miejskiem, — że na ostatku powierzono mnie kierownictwo robót budowlanych przy restauracji i odbudowie prastarego rycerskiego zamku Weissenstein koło Windischmatrei w Pusterhal w Tyrolu, gdzie jako naczelny kierownik budowy prowadziłem to nader trudne techniczne zadanie. Początkowo prowadziła z Windischmatrei do zamku wązka tylko do jazdy konnej przydatna w skałach wyrębana ścieżka, którą wypadało rozszerzyć dla ruchu kołowego. Było to nielada zadanie do pokonania za pośrednictwem dynamitu, przyczem kamień w tej drodze uzyskany miał posłużyć do odbudowy zamku.

Gdy tę robotę rozpocząłem, wkrótce przekonałem się, że materjał pyroxilinowy musi być zastąpiony zwyczajnym czarnym prochem strzelniczym, jeżeli z tego łomu mam uzyskać materjał kamienny przydatny do budowy murowanej na zaprawie wapiennej, bowiem eksplozja czarnego prochu łupie odłamki skał w formie płyt, gdy natomiast dynamit gruchocze kamień do nieforemnych odłamków. Potrzebne wapno wypadało samemu wypalić, piasek z rzeki wyłowić, drzewo w jesieni  w lesie zakupić i powalić, na wiosnę oddać go do tartaku w celu pocięcia na deski i belki etc. etc. Była to prawdziwa Robinsoniada, w której byłem czynnym 2'/2 roku, w którym to czasie nabyłem w tej Bożej przyrodzie więcej wiedzy jak by to było możliwem w jakiej światowej politechnice.

Jakkolwiek Tyrolczycy są poczciwym i dobrodusznym narodem, niemogłem z nimi skutecznie pracować, byłem zniewolonym sprowadzić partję Włochów z Nabreziny, którzy okazali się nader pracowitymi i przydatnymi do robót w kamieniu. Ponieważ w południowym Tyrolu dnie w porze letniej są bardzo upalne, Włosi pracowali przeważnie w godzinach dnia mniej upalnych.

Będąc otoczony niebotycznemi górami i ludźmi nabożnymi i na wskroś uczciwymi, cala praca zdawała mi się przyjemną zabawką. Trzeba też wiedzieć, że Tyrolczycy są niezwyczajnie rzetelnymi ludźmi, ich siedziby są tak zbudowane, że dolna parterowa część chaty jest zbudowana z kamienia, jest to ciepła stajnia dla krów, koni, owiec i kóz, zaś całe piętro wykonane z drzewa i otoczone naokoło balkonem, okrytym wystającym dachem. Ta część budynku służy na mieszkanie, wchodzi się tu po schodach drewnianych, prowadzących na okrężny balkon, z którego prowadzi odpowiednia ilość drzwi do poszczególnych stancyj nader schludnych, często tafelkowanych pojedynczą boazerją. ozdobionych obrazami świętych oraz też portretami cesarza i jego rodziny. Tyrolczyk prowadzi prawdziwie wzorowe życie chrześcijańskie, jeżeli z domu wychodzi, to niezamyka żadnej ubikacji mieszkalnej ani też stajni, bowiem niema tam złodzieji ani też szachrajów hebrejskich. Ze swojemi domowemi zwierzętami obchodzi się nader po ludzku, skutkiem czego, te są bardzo łaskawe wobec każdego człowieka. Pewnego razu buhaj gminny spotkał się ze mną we wązkim wąwozie, z początku zamruczał i następnie począł się łasić koło mnie, ażebym go pogłaskał ! — zamiast zwyczajem polskim, rogami poczęstować! Moi włoscy robotnicy niedali też żadnych powodów do jakichkolwiek skarg, pracowali sumiennie i byli szczęśliwi gdy dla nich zakupiłem polentę i ser szwajcarski. Specjalnością ich były koty ; jeżeli się udało złowić takiego mruczka domowego — za co byli znienawidzeni przez tyrolczyków a ich naczelnik Talamini Antonio o mato nie przypłacił życiem złapanego kota.

Gdy moje zadanie zbliżało się ku końcowi a zamek już częściowo został zamieszkanym przez kuracjuszów otrzymałem telegram od Księcia Adama Sapiehy, ażebym niebawem przybył do jego posiadłości w zamku Krasiczynie koło Przemyśla w Galicji ówczesnej. Niebawem też wyjechałem do Galicji żegnając się serdecznie z gośćmi w zamku zamieszkałymi. Po upływie kilku dni przyjechałem do Przemyśla.

W drodze kołowej z Przemyśla do Krasiczyna, zawadziłem o jakąś podejrzaną chatę wiejską, gdzie zostałem powitany przez jakąś istotę tak brudną i brzydką, że powziąłem podejrzenie, że to musi być czarownica lub też morderczyni. Prędko więc oddaliłem się, ażeby się uwolnić od wpływu tej obrzydłej megery, która w dodatku jeszcze za mną pobiegła. Ostatecznie przybyłem przestraszony, ale żywy do zamku Krasiczyńskiego. Tenże był cały zbudowany z kamienia o przeszło jednometrowych murach tak wykonanych, że pomiędzy dwoma wymurowanemi ścianami znajduje się nasyp z kamieni zalany świeżo zgaszonem wapnem, które w ciągu wielu lat, tak potężnie skamieniało, że przebicie tak wykonanego muru, należało do bardzo trudnego przedsięwzięcia. Instalacja wymagała tego. ażeby w kilku miejscach przebijać otwory dla wprowadzenia świeżego powietrza do wnętrza zamkowego. Była to nielada syzyfowa robota przerębać takie cyklopowe mury na zewnątrz do wolnego powietrza, wskutek czego mój pobyt w Krasiczynie znacznie się przedłużył. W ciągu tego czasu wiktowałem się w restauracji browaru krasiczyńskiego wraz z urzędnikami browaru.

To spowodowało, że zaznajomiłem się z ruchem odnośnego parowego postępowego browaru, prowadzonego przez niemieckiego piwowara _pana Steinera.

Pierwsze, co mnie jako zasadniczego mechanika zainteresowało, była maszyna parowa i kocioł, który zapotrzebywał dziennie w czasie jednej warki piwa sześć sągów drzewa bukowego. Gdy się nad tem bliżej zastanowiłem i przerachowałem, nabrałem przekonania, że dla produkcji pary jaka była niezbędną dla ruchu browaru, maksymalnie powinien wystarczyć jeden sąg drzewa. Zwierzyłem się z mojem spostrzeżeniem panu dyrektorowi, który mnie wprost wyśmiał mówiąc do mnie, że ja jako żółtodziób niemogę posiadać tej wiedzy, jaką posiadał konstruktor tego urządzenia pan Ringhofer w Pradze, od którego pochodziła odnośna instalacja. Gdy książę Adam Sapieha dowiedział się o moim spostrzeżeniu i twierdzeniu, nie wahał się wstrzymać ruchu browaru i nakazał mnie ażebym przeistoczył to urządzenie według mojej wiedzy, co też wkrótce uskuteczniłem.

Oprócz Księcia Adama, wszyscy zbuntowali się wobec mnie, największym przeciwnikiem okazał się sam pan dyrektor Steiner, który się bardzo irytował, że przebudowę kotła parowego powierzył Książę młodemu żółtodziubowi (Gelbschnabel). Po trzydniowej przerwie puszczono browar w ruch, pan dyrektor nakazał do kotłowni wstawić jeden sąg drzewa brzozowego a następnie z szyderstwem się pożegnał; życząc minie, ażeby mnie niezabrakło opału do kotła nakazując równocześnie wszystkie drzwi na klucz pozamykać ażebym nie mógł z podwórza wydostać ani jednego kawałka drzewa. O trzeciej godzinie skończyła się warka, kazałem więc zawołać pana dyrektora, ażeby jemu oddać ćwierć saga drzewa, który jeszcze oszczędziłem, zabawiając się w palacza w ciągu całej warki. Pan dyrektor zbaraniał i nie mówiąc nic, pobiegł do swojego pomieszkania, przynosząc pudełko zawierające 100 cygar Regalitas oraz przeprosił mnie słowami: „Źe nigdy by niebył przypuścił, że taki młody inżynier jest w możności opalić ten kocioł parowy jednym a raczej 3/4 sągiem zamiast 6-cioma sagami, jak to poprzednio było koniecznem!

Potem zjawił się kamerdyner Księcia Adama z poleceniem ażebym się natychmiast zjawił u niego w pokoju sypialnym, gdzie leżał chory, ażeby jemu wytłumaczyć czy to jest szczerą prawdą, że ja taką niebywałą oszczędność, osiągnąłem, która wynosiła w ciągu jednego roku 18.000 austr. złotych!

Takim to był wynik mojego pierwszego techniczno-fachowego występu w Galicji, który mnie zjednał niebywały rozgłos w całym kraju. Najwięcej z tego wyniku był zadziwiony pan dyrektor Steiner, wypytywał mnie skąd ja tę wiedzę posiadam? Wytłumaczyłem mu że ja każdy moment czasu wykorzystowuję na swoje wykształcenie się w nauce fizyki i chemji oraz na przeróżne doświadczenia w odnośnej dziedzinie, że szukam zawsze ażeby się zapoznać z prawdą w tym nieskończenie wielkim warsztacie Bożej przyrody, przeto też przestudjowałem pewną ilość dzieł naukowych odnoszących się do istoty ciepła, jego pochodzenia i transformacji. Przestudjowałem dzieła Johna Tyndala, Prescota, Joulego, Traite de la choaleur Paleta, Wärmenerskunst Schinza, doświadczenia Rumforda, teorja Clausiusa. Roberta Mayera ect. ect. i doszedłem na podstawie moich własnych doświadczeń do tego wyniku, że ciepło pochodzące z procesu spalania węgla, drzewa ect. nie jest wcale utajone w tych zwięzłych materjałach opałowych, tylko jest jedynie zawarte w tlenie powietrza, który to podtrzymuje proces palenia się, a tenże utraciwszy swoją zasadniczą formę gazową uwalnia w tejże zawartą energję kinetyczną we formie kalorycznej. Proces palenia wynika ze zgęszczenia się tlenu na podstawowych odrobinkach węgla, które dopiero w toku procesu palenia przysposabiają się ażeby się stać przydatnemi do połączenia chemicznego z tlenem, co samo w sobie pochłania prawie jedną trzecią tej energji jaka się uwalnia z przeistoczenia się tlenu ze stanu gazowego na stan stały.

Moje doświadczenia wykazały, że twierdzenie nauki ścisłej o zawartości 8000kaloryj we węglu jest nieprawdziwe a natomiast cała zawartość ciepła jest utajoną w tej ilości tlenu, który tworzy podstawę procesu palenia się, a która uwalnia się w czasie spalania się jednego kilograma węgla; takowa wynosi około 12.000 kaloryj, z których około 4000 pochłania proces przysposabiania się węgla na cząsteczki przydatne do utlenienia. — Jeżeli niezbędna, do utlenienia węgla potrzebna ilość powietrza nie przekracza swej miary, to wówczas uzyskuje się maksymalną ilość ciepła z odnośnego palowiska, zaś w przeciwnym razie ze zwyżki a szczególnie ze zniżki tlenu, powstają straty, szczególnie gdy niedopalony materjał uchodzi kominem bezużytecznie, jak to się zdarza prawie zawsze. Na tej podstawie uzasadnia się to kolosalne wprost karygodne marnotrawstwo opału, jakim się popisuje obecna kultura i cywilizacja społeczna, mianowicie: jaki zasób ciepła jest w istocie zużytkowanym w następujących przypadkach:

1)  Kuchnie w gospodarstwie domowym ........................................... 10      — 20   %

2)  Zwyczajne piece pokojowe.......................................................... 15      — 25

3)  Centralne ogrzewania................................................................... 35      — 45

4)  Opalanie kotłów parowych.......................................................... 50      — 60

5)  Maszyna parowa   o pełnem ciśnieniu........................................... 4 ½    — 5  

6)                          z ekspansją i kondensacją................................ 14½   — 15

7)  Motor wybuchowy benzynowy..................................................... 20      — 24

8)  Motor Benko............................................................................... 26      — 30

9)  Motor Diesla............................................................................... 36      — 40

Proszę się nad tem zastanowić z jaką to. wielką stratą pracują lokomotywy, pra­cujące o pełnem ciśnieniu, przyczem gdy spalono 100 kilo węgla tylko 4½ kilgr. spalonego węgla zostało przetransformowanemi na pociągową pracę mechaniczną. Przy wielkich transatlantyckich okrętech, które na jedną jazdę spalają kilka ładownych pociągów węgla pracuje przy 100 kilo spalonego węgla tylko 14kilogr. gdy resztę węgla marnieje zanieczyszczając całą atmosferę powietrzną. Moją rozmową przekona­łem do reszty pana dyrektora Steinera, a tenże stał się moim przyjacielem i protekto­rem, i rekomendował mnie wszędzie do rekonstrukcji palowisk i urządzeń mechanicz­nych ; bowiem Galicja była eldoradem najświetniejszego marnowania opału tak w go­rzelniach, jak i też we fabrykach naftowych.

Gdy się raz zbliżyłem do koni wieśniaka, ażeby je pogłaskać jak to czyniłem z końmi w zamku we Weissenstein, to omało niezostałem stratowanym i pogryzio­nym przez te prawie tak samo dzikie, jak świeżo złowione konie przez Cowboja w prerjach amerykańskich. Dopiero marszałek zamkowy pan Wardęga mnie pouczył, że chłop galicyjski jest prawdziwym katem swoich koni, bije i katuje je, ile razy się do nich zbliża. Mam przekonanie, że taki człowiek niesumienny wobec zwierząt do­mowych, Roboty przy instalacji centralnego ogrzewania w zamku krasiczyńskim oprócz przebijania tych potężnych kamiennych murów nieprzedstawiały żadnych znaczniejszych trudności. W ciągu tych robót udało mnie się zwyczajną wyprawę wapienną dopro­wadzić do podobnego skamienienia jaką znalazłem we wnętrzu murów co było mogy w pewnych przypadkach zastąpić cementową wyprawę.

Książę Leon Sapieha były marszałek krajowy, zawezwał mnie do siebie, ażebym pojechał do Czerlan i zbadał, z jakiej to przyczyny, odnośna fabryka papieru wyka­zuje dziennie po czterdzieści austr. guldenów deficytu. — Gdy przybyłem na miej­sce zostałem powitany przez ówczesnego dyrektora fabryki pana Piskozuba, który mnie oprowadził po całej fabryce, składającej się z podwójnego urządzenia mianowi­cie ze starej i nowej fabryki. Moje badanie wykazało, że komin fabryczny jest wzdłuż pęknięty, mury od kotłów popękane, wszystko od nadmiernego palenia, tłoki maszyny i szubry tak nieszczelne, że na rurze wydmuchowej nie można było rozróżnić odci­nania pary, koło wodne po części połamane, prawie nieprzydatne do uruchomienia hollandrów do mielenia masy papierowej, szmaty niezbędne do fabrykacji papieru gniły z powodu braku odpowiednej szopy dla ich przechowania, a sam pan dyrektor niemiał najmniejszego pojęcia o potrzebach i fabrykacji papieru; był obznajomiony tylko z buchhalterją. Był bardzo oszczędnym i przez tę oszczędność doprowadził tę zresztą zasadniczo fachowo dobrze urządzoną fabrykę do kompletnej ruiny, bowiem robotnicy fabryczni niemając fachowego kierownika, kierowali się swoją niedostateczną wiedzą, więc psuli opał i materjał.

Uwiadomiłem pana dyrektora, że zachodzi konieczność wstrzymania ruchu fabryki i przeprowadzenia natychmiast wszelkich niezbędnych napraw i uzupełnień Usłyszałem, że jest to niemożliwem, że wypada płacić grube penale za opóźnioną dostawę papieru dla rządu rumuńskiego etc, etc , zażądano ażebym wszystko podał na piśmie, co też zrobiłem; oszacowałem wartość fabryki na 400.000 guldenów austr., z których fabryka powinna dawać 10 do 20% dochodu, zamiast straty rocznej jak obecnie 12.000 złotych austr. Następnie zdałem relację z mego badania tak księciu marszałkowi Sapieże oraz panu dyrektorowi banku, kredytowego Simonowi, który się opiekował fabryką Czerlańską. Fabryka ta miała wszelką rację bytu z powodu rzeczowego urządzenia, oraz na podstawie patentu cesarskiego uzyskanego przez poprzedniego właściciela p. Kotkowskiego na wyrób papieru z trzciny, której tam rosło pod dostatkiem na bagniskach Czerlańskich. Pan dyrektor Simon, znany finansista z procesu Ofenheima z powodu jakichś nadużyć przy budowie Koleji Czerniowieckiej, oświadczył mnie krótko i węzłowato, że moja praca badania tej fabryki jest „Szarlatanerją"! że niema potrzeby napraw, że pan dyrektor Piskozub, przez Simona uwielbiany rachmistrz, prowadzi fabrykę wzorowo! Ali right! Kilka tygodni później, poszła odnośna fabryka na licytację i została sprzedaną za 60.000 guldenów austr. panom Kolischerowi i Marktheimowi.

W kilka dni po zakupnie tej fabryki zawitali odnośni dwaj panowie do mojego biura technicznego pokazując mnie mój elaborat badania stanu fabryki i pytali mnie, czy mogę też ręczyć za wynik jaki zaznaczyłem w moim elaboracie ? Oświadczyłem, że roboty powinne być oddane stosownym fachowcom i przedsiębiorcom pod moim naczelnym kierownictwem; wszystko musi być wykonane według mojego osobistego zarządzenia, za które obejmuje też pełną gwarancję, zaznaczyłem, że naprawy mogą być uskutecznione w ciągu 6-ciu tygodni, będą kosztowały około 10.000 guldenów austr. a mnie jako kierownikowi należy się 500 guld. austr. Niespełna w pół godziny później, zostałem przez tych panów upoważnionym do rozpoczęcia odnośnych robót.

Po upływie 5-ciu tygodni puściłem fabrykę w ruch i nietroszczyłem się dalej o jej los, ani też o zapłatę zgodzonych 500 guldenów, aż naraz po upływie dwóch miesięcy zjawiają się odnośnie dwej właściciele w mojem biurze, i niemówiąc nic, kładą 500 guldenów na moim rajzbrecie ! Pytam się zaciekawiony co się siało ? — dostaję w odpowiedzi tę radosną nowinę, że wszystkie wydane koszta na naprawę fabryki z oszczędności uzyskanej zostały już pokrytemi, nawet i te 500 zł. które mnie z podziękowaniem składają, są już pokrytemi z oszczędności jaką uzyskano przez moją poradę.

Tak postąpili sobie ci praktyczni panowie i w dodatku obłowili się majątkowo, gdy na ostatku bank galicyjski kredytowy, którego dyrektorem był p. Simon, sromotnie zbankrutował.

Podobnych przykładów, które świadczą o wartości potentatów bankowych w Galicji, czyli obecnie w Małopolsce jest więcej! — jest to utartym zwyczajem, że osoba nawet najwybitniejszej zdolności naukowej i przy wybitnej uczciwości nie jest w możności uzyskania sprawiedliwej aprobaty! — jeżeli 15 godzin traci przy pożytecznej pracy, zamiast rozbijać się po lokalach śniadankowych z kolegami i dygnitarzami, niemoże uchodzić za pożytecznego gentelmana, gdzie prosty robotnik, nieraz skończony nieuk i nicpoń zostanie prawnie ukarany, jeżeli się ośmielił popracować po nad 8 godzin pożytecznie!! —

Pod protekcją Księcia marszałka Leona Sapiehy powierzono mnie centralne ogrzewanie i przewietrzenie sali sejmowej w nowo budującym się gmachu sejmowym, pomimo tego, że cała komisja budowlana była mnie zawzięcie przeciwną! Sporządziłem plany odnośnego projektu, który był oparty na przywileju cesarza Franciszka Józefa, jaki po dziś dzień znajduje się w mojem posiadaniu, a wobec tego że w owym czasie t.j. w roku 1878 odbywała się wystawa światowa w Paryżu, to posłałem odnośną pracę na tę wystawę w celu oceny międzynarodowej. Przyznano mnie pierwszą nagrodę w dziedzinie ogrzewań i wentylacji, jest to pamiątkowy srebrny medal ważący około ¼ funta oraz Academie national przyznała mnie złoty medal dodatkowo, więc lekceważeniem krajowem niepotrzebowałem się martwić.

Wkrótce powierzono mnie wykonanie ogrzewania centralnego w Residenzgebäude archimandryty w Czerniowcach, w paradnej sali alabastrowej i w prześlicznej kaplicy tego monumentalnego gmachu. W dalszym ciągu zostałem zawezwany przez zarząd dworu rumuńskiego do zaprojektowania i wykonania centralnego ogrzewania i wentylacji w nowowybudowanym zamku królewskim w Sinaia oraz też do założenia formalnej fabryki kuchennej na 4000 osób w odnośnym zamku królewskim. — Gdy tego zadania dokonałem, zostałem udekorowanym medalem złotym przez ówczesnego Króla, Karola von Hohenzollern-Sigmaringen, zaś królowa Elżbieta von Wied, Silvia Carmen obdarzyła mnie brożką brylantową o wartości 6000 franków.

Tylko we Lwowie nie miałem powodzenia.

Gdy poczęto palić w centralnem ogrzewaniu w mojej nieobecności, zapalono zamiast w palenisku piecowem, w komorze, co też spowodowało zadymienie całego gmachu i dało podstawę do zbesztania mnie przez pana prezesa Wydziału krajowego P. T. Pietruskiego Oktawa. Poprowadziłem go na miejsce i pokazałem, że zamiast w piecu zapalono obok pieca w komorze powietrznej!!! — Taki przypadek wynika jedynie z tej okoliczności, że fachowe techniczne siły bawią się w arystokratycznych dygnitarzy ubranych w rękawiczki a robotnik zaś niemający prawie żadnego praktycznego wyszkolenia, nie jest w możności samodzielnie podołać jakiemukolwiek, nawet najprostszemu zadaniu.

Wystawa paryska, którą odwiedziłem i studjowałem wpłynęła tak zachwycająco na mój umysł, że postanowiłem zająć się szczerze techniką oświetleń elektrycznych. Od najmłodszych lat zajmowałem się objawami elektrycznemi i przestudjowałem też większą część dzieł naukowych o istocie elektryczności, gdy więc zająłem się jej technicznem zastosowaniem, nienapotkałem na takie przeszkody, któreby niebyły do zwalczenia przy dobrej chęci i przy zajęciu się con amore tym cudownym objawem przyrodniczym. Szczególnie gdy mnie o to chodziło, ażeby odkryć co to za tajemnica kryje się w objawach elektrycznych. — Sala sejmowa jest z góry oświetloną, więc posiada szklanny sufit, który popękał gdy salę próbnie oświetlono gazowemi płomieniami. Skorzystałem ze sposobności i zaproponowałem oświetlenie elektryczne takowej zapomocą dynamoelektrycznej maszyny. Naturalnie napotkałem na zacięty opór sfer decydujących, które niemogły się pogodzić z tym nowym sposobem oświetlenia, jeden z tych potentatów oświadczył nawet, że takie światło działa deprymująco na mózg. Uspokoił go profesor baron Roman Gostkowski wyjaśnieniem, że światło łukowe elektryczne zupełnie tak samo wpływa na umysł jak światło słoneczne, pod wpływem którego nie wszyscy ludzie stają się warjatami! Ta lekcja pomogła a ja zaraz podjąłem się zbudować próbną dynamo i lampę, co też posłużyło po dokonanej próbie, do zadecydowania oświetlenia elektrycznego odnośnej sali. Wykonałem we Lwowie z pomocą zwyczajnych robotników wielką maszynę, która dostarczała prądu elektrycznego do uruchomienia 10 lamp łukowych, mianowicie 4 do sali, 4 do westybulu, a 2 przed gmachem sejmowym. Było to dzieło nielada na owe czasy, w których nauka elektrotechniki znajdowała się jeszcze w kołysce dziecięcej! Lampy w sali umieściłem w olbrzymim żyrandolu żelaznym o 4-ch metrach rozpiętości i 4½  metra wysokości wykonanym pod moim dozorem w ślusarni Jana Daschka we Lwowie według projektu architekty Władysława Halickiego.

Przez 10 lat służyła ta instalacja do obrad sejmu galicyjskiego i rok rocznie wysyłał Wydział krajowy inżyniera zagranicę, ażeby odszukać lepszą instalację. Po upływie 10-ciu lat odmówiłem wszelkiej fachowej czynności więc zaprowadzono nowo wynalezione światło żarowe a maszynę, która z tak wielkiemi mozołami, została zbudowaną, zamiast do muzeum oddać, dla pamiątki, że pierwszy parlament był w Polsce elektrycznie oświetlony, sprzedano handełesom. Działo się to za czasów marszałka Stanisława Badeniego. Jako dalszy dowód profanacji doborowego urządzenia niechże posłuży i ta sprawdzona okoliczność, że w komorze, w której odbywało się czyszczenie powietrza przeznaczonego do sali parlamentu, hodowano króliki, z których w czasie gdy ja to sprawdziłem, już około 20 cm. nawuzu króliczego na podłodze leżało. Takiemi to odpadkami królików zanieczyszczonem powietrzem, byli raczeni szanowni posłowie sejmowi, bowiem w całym gmachu rej wodził pan dyrektor Groth i maszynista Zdunczyk protegowany przez jednego z P. T. posłów, który się na mnie obraził, że jemu odmówiłem sprzedaży jednej beczki oleju, jakim ja to świeciłem w lampach elektrycznych w sali sejmowej!! ?

Wogóle wypada przyznać, że ta instytucja Wydziału krajowego była po części opiekunką tej nieszczęśliwej kasty, która w Monte Carlo, Monaco, San Remo ect. niemiała finansowego powodzenia. Zresztą nie starano się wcale o rozwój przemysłowy jak to miało miejsce na Węgrzech, gdzie Wydział krajowy wyznaczył w odnośnym czasie 200.000 guldenów austrjackich na wsparcia elektrotechniki, ba nawet żywa dusza niezajęła się w tym początkującym przemysłem, który wiele miljonów dochodu przyniósł państwu węgierskiemu, gdy natomiast Polska wydaje po dziś dzień miljony na zakupno elektrotechnicznych wyrobów poza granicami kraju! — Byłem też w posiadaniu przywileju cesarskiego uprawniającego mnie do zakładania central elektrycznych dla oświetlania całych miast oraz przypadkowo odkryłem falowanie elektyczne, które obecnie stanowi podstawę do radiotelegrafu i telefonu, o 6 lat wcześniej jak dr. Hertz, lecz niestety w polskim kraju brakowało zrozumienia i zaufania dla takich idealnych wynalazków i odkryć przyrodniczych, bo wszystko zlekceważono lub też określono nazwą szarlatanerii. To co mogło niezmiernie wzbogacić i podnieść Polskę!

Wdzięczniejszą i też popłatniejszą była moja czynność poza granicami kraju. Oprócz instalacji wszelkich sanitarnych urządzeń w zamku królewskim rumuńskim powierzono mnie centralne ogrzewanie w zamku księcia Sterbei w Campinie, gdzie prowadził budowę bratanek prezydenta Francji pan Perrier, oraz centralne ogrzewanie wspaniałego kościoła Biserica trej Jezarchi w Jasach, gdzie dyrygował robotami konserwacyjnemi paryski architekta Le Comte du Noui, i jeszcze wielu innych robót. Powiększyły się moje warsztaty do liczby 80 robotników i 4 techników, lecz to wszystko runęło, gdy przypadkowo zawadziłem o przedsiębiorstwa lwowskie! — to jest o centralne ogrzewanie szkół miejskich.

Zastanawiając się mianowicie na jakiej podstawie odbywa się ogrzewanie powierzchni ziemi w porze letniej, nabrałem przekonania, że wszystkie dotychczasowe sposoby ogrzewania pomieszkań mijają się całkowicie ze zasadniczem ogrzewaniem naturalnem w porze letniej! — Stanęło w ostatku na tem, że opracowałem analogiczny projekt ogrzewania i zastosowałem takowe w mojem własnem pomieszkaniu, Skutek był taki, że odwiedzały moje pomieszkanie całe procesje ciekawych a podziw niemiał końca jak to może być, że potrafiłem utrwalić wiosnę, taką samą jaką w maju można obserwować na zielonej kwiecistej polance pod wiosennemi promieniami słońca.

Taka wieść rozeszła się po Lwowie, a wkrótce potem zjawiła się komisja miejska w celu fachowego zbadania tego cudownego ogrzewania i przewietrzania, — W tymże czasie magistrat lwowski zamierzał wybudować cztery nowe szkoły ludowe a ówczesny rząd też miał w projekcie wybudować szkołę przemysłowo-fachową. W dodatku krajowa kasa oszczędności też zamierzała wybudować swój własny gmach. Ogrzewanie wszystkich tych gmachów postanowiono w ten sposób przeprowadzić jak to urządzenie wzorowe mojego pomieszkania wykazywało w swojej istocie. Oddano więc mnie kontraktowo ten ogrom pracy, gdy jeszcze niebyło to wypraktykowanem na większą skalę i gdy jeszcze brakowało praktycznych, technicznie wykształconych kierowników, oraz też praktycznych robotników. W dodatku jeszcze zostałem wylosowanym na sędziego przysięgłego, gdy rozpoczęto odnośne roboty. Udałem się, pokornie prosząc do P. T. prezydenta sądu pana Białoskórskiego, przedstawiając jemu moje nader przykre położenie z powodu nawału tyle kontraktowo objętych robót w szkołach ludowych błagając o przełożenie mojej czynności sądowej na późniejszy czas! — Potrzeba było widzieć tego zacnego pana prezydenta — huknął na mnie jak na swojego woźnego, że to jest obowiązek obywatelski — jeżeli się nie zjawię, to poszle po mnie żandarmów! Ten pan jurysta traktował mnie prawie jak jakiego zbrodniarza a nie jako pożytecznego obywatela płacącego wygórowane podatki państwowe. Byłem też mocno zdziwionym, że takie sprawiedliwość strzeżące stanowisko znajduje się pod opieką dygnitarza o tak marnem wychowaniu, że nawet niezdołał swojego stanu urzędniczego pogodzić z konwencjonalnym stanem ludzkości, wyrządzając swojem postępowaniem nietylko mnie krzywdę, lecz też całemu społeczeństwu ludzkiemu, bo odebrał mnie możność dokonania nadzwyczaj pożytecznego zadania społecznego; rozchorowałem się bowiem obłożnie pod wpływem tych nadludzkich wysileń na jakie zostałem skazany tym zmuszeniem mnie do zaniedbania pracy, która wymagała nadzwyczajnego poświęcenia się osoby fachowej.

Roboty zostały wykonane! — lecz nie tak dokładnie jak ja tego sobie życzyłem i jak tego wymagała naukowa konieczność, bowiem tak technik jak i też robotnik niebyli należycie wyszkolonemi i też dozoru zabrakło gdy ciężko zachorowałem i nie mogłem być przy robocie i w sądzie pożytecznym, pomimo iż pan prezydent raczył przysłać sądowego lekarza, który jedynie stwierdził, że jestem ciężko chory.

Pomimo wszelkich uchybień, posłużyły te urządzenia przez 10 lat swojemu celowi, a mnie przez ten czas pozwolono czekać na zapłatę przypadającej mnie należytości. Dopiero P. T. radny p. Edward Heppe wpłynął na wypłacenie przypadającej mnie należytości.

Obsługa tego urządzenia była wprost barbarzyńską i też bez wszelkiego dozoru, niedopilnowano żadnej niezbędnej funkcji, ale za to szkalowano konstruktora po wszystkich gazetach nie przekonowując się wcale kto ponosi winę każdego zajścia, nawet w szkole przemysłowej, gdzie nie brakowało fachowców. Pan dyrektor Gorgolewski uskarżał się, że w aparacie ogrzewalnym coś turkocze, kazał mnie sprowadzić ażeby mnie łajać, pokazałem jemu, że wygotowano wszelką wodę. prosiłem żeby się przypatrzył wodowskazowi kotła i beształ palacza, całe bowiem urządzenie może eksplodować, zauważyłem, że to nie jest moja wina jeżeli w szkole fachowo-przernysłowej, nie znalazł się ani jeden fachowy człowiek! Oprócz dwóch dyrektorów t. j. szkoły żydowskiej i szkoły Staszica (p. Piórkiewicz) nietroszczył się żaden o szkolne urządzenie, palacze rozbijali wszystko po swojemu a pani Dawidowska, nauczycielka, trąbiła jak na trąbie z Jerycha. że tylko piece kamionkowe są idealnemi do ogrzewania szkół, zaś tego rodzaju ogrzewania co wymagają pewnego pielęgnowania, djabła warte. Tak się zakończyła ta epokowa praca tego znakomitego wynalazku, który mógł się stać wielkiem dobrodziejstwem społecznem, wpływającym dodatnio na stan zdrowia.

We Lwowie przeistoczyłem prawie wszystkie drukarnie z ręcznego uruchomienia na motoryczne za pośrednictwem motorów gazowych i wybuchowych, co naturalnie wpłynęło dodatnio na przemysł drukarski.

Byłem też rzeczoznawcą w dziedzinie światła elektrycznego i zaprowadzenia tramwaju elekrycznego tak we Lwowie jak i w Czerniowcach, gdzie umiano należycie ocenić moje fachowo-techniczne zabiegi. We Lwowie zaś, pomimo, że badałem w interesie miasta zagraniczne urządzenia, to na ostatku gdy już zadecydowano zaprowadzić według mojego zdania najkorzystniejszą instalację elektrycznego tramwaju i światła, starano się mnie przekupić kwotą 40.000 guldenów austriackich dla firmy, która ofiarowała urządzenia podrzędnej wartości.

Począwszy od roku 1879 zajmowałem się w wolnym czasie, a szczególnie po całych nocach, badaniami i doświadczeniami elektrycznemi na podstawie których wykrystalizowało się kilka projektów dynamomaszyn, z których szczególnie jedna, jako dynamomaszyna, wzbudza równocześnie tak stały jak i też krążący prąd elektryczny, obecnie mający najrozleglejsze zastosowanie praktyczne. Model tej maszyny porządnie wykonany, był wystawiony na światowej wystawie elektrycznej we Wiedniu wraz z innemi aparatami do wywołania fal elektrycznych i do wykazania ciśnienia osmotycznego za pośrednictwem napięcia elektrycznego. Że tak rzeczywiście było, wykazuje naukowy dokument badania odnośnej dynamo, oraz też katalog odnośnej wystawy. Że odkrycie krążącego prądu elektrycznego nie było błahą bezwartościową rzeczą świadczy i ta okoliczność, że i miasto Lwów obecnie posługuje się odnośnym typem tego rodzaju prądu elektrycznego, który posiada rozległe zastosowanie w całym świecie kulturalnym. Tylko uczeni galicyjscy ignorowali tenże, a nawet odnośne aparaty do wywołania potężnych fal elektrycznych jakie dały podstawę do telegrafji bez drutu oraz do obecnie podziwianej radiotelefonji. Po odbytych wystawach we Wiedniu 1883 i w Krakowie 1885 nieosiągnąwszy naukowej aprobaty, zostały zdeponowane w gabinecie fizykalnym lwowskiej Politechniki, „Sic transit gloria mundi"!!!

Badania zjawisk elektrycznych naprowadziły mnie też przypadkowo na nową drogę odkrycia, do uzyskania fotografji kolorowej, odszczególniającej się wybitnym metalinicznym kolorytem, tak, że tego rodzaju fotografja utrwala istotną przyrodę z jej naturalnemi barwami. Równocześnie udało się mnie też ująć istotę stanu elektrycznego i wniknąć w tę tajemnice przyrody, która odgrywa tak w systemie planetarnym jak i też w procesach życia organicznego najważniejszą rolę, bowiem ożywia wszelką bezwładną materję. Wybuch wojny światowej zatamował wszystko co podnosiło człowieka po nad poziom codziennego życia; człowiek stał się nawpół dzikim zwierzęciem, niby kulturalną poczwarą. Z inżyniera, myśliciela i eksperymentatora cudów przyrodniczych przetransformował się komendant straży obywatelskiej w pierwszej dzielnicy miasta Lwowa z liczbą stu podkomendnych. Poczciwy plebs podniósł wnet swoją żarłoczną paszczę i uruchomił swoje drapieżne łapy, ustała wszelka miłość braterska swołocz poczęła hulać po swojemu.

Do Lwowa wkroczyli Rosjanie.

Stałem na warcie z moim sztabem na miejscu skrzyżowania się ulic Batorego Kochanowskiego, Zyblikiewicza, Pańskiej, gdy rozpoczynał się pochód wojsk rosyjskich, wesoło, na czele dwóch wojskowych muzyk. Przystępuje do mnie rosyjski oficer groźnie z bronią palną z zapytaniem: Kto ty jesteś ? — Komendant straży gorodziejskiej! — Możesz mnie upewnić, że tu na wojska rosyjskie niema żadnej zasadzki? — Tak, bowiem Austrjacy przed wielu godzinami wymaszerowali do swojego vaterlandu, zaś Polacy nie mają wcale zamiaru wojować przeciw Słowianom rosyjskim!

Cała ta mieszana lawina, kozacy, czerkiesy ect. armaty ruszyła przez ulicę Batorego ku miastu. — Naraz rozlega się krzyk ryk, hurra! z miasta przybywa ze swoją świtą Komendant odnośnych wojsk, P. T, Generał von Rhode, witany owa­cyjnie przez wojsko wkraczające do miasta. Cała ta scena odbywa się na zakończeniu ulicy Batorego, gdzie się znajduje po prawej stronie skwer, na którym stanął wielki pies kundys i to prawie vis a vis- pana Generała Rhodego wyjąc w sposób niemożliwy. Nadmieniam ten epizod z tej przyczyny, źe dwa dni później, był to dzień zaduszny, o godzinie drugiej w nocy spotkałem się na tem samem miejscu z rosyjskim ordonansem przybyłym na motocyklu z Przemyśla, który mnie uwiadomił, że jego excelencja Generał von Rhode został zabity odłamkiem bomby pod Przemyślem. Gdy jemu opowiedziałem odnośną scenę z wyjącym psem, to nadmienił, że pies miał więcej rozumu od ludzi — bowiem z góry przeczuwał śmierć P. T. Rhodego. Pozostawiam tę pozagrobową zagadkę P. T. akakademickim potęgom do rozstrzygnięcia!  oni to bowiem grają prym mądrości ziemskiej.

Inwazja wojsk rosyjskich we Lwowie nienależała do niemożliwych, P. T. wojskowy komendant miasta pułkownik Szeremetjew był nawet o tyle łaskaw, ze dostałem do ustalenia mojej władzy obywatelskiej 20 uzbrojonych karaułów rosyjskich, z których nawet jeden został zastrzelony w czasie tropienia włamywaczy lwowskich.— Jurysdykcja była tego -rodzaju, że spisywano protokół z odnośnym złoczyńcą z podpisami dwóch świadków, dołączano corpus delicti pochodzący z włamania lub też rabunku i odsyłano zbrodniarza pod opieką dwóch karaułów z najeżonemi bagnetami do komendanta, który wydawał nakaz natychmiastowego rozstrzelania bez wszelkich badań i ceremonji sądowych. W ten sposób zapanował zupełny spokój przed włamaniami i rabunkami. Odwiedził mnie też w moim lokalu urzędowym P. T. Książę Trubeckoj, który pragnął się zapoznać z mojemi odkryciami elektrycznemi, bowiem jak mnie zapewnił, to będąc atachem wojskowym przy ambasadzie rosyjskich w Kalkucie, dostała się w jego ręce gazeta amerykańska, w której był opisany przez Brougtona Wilby'ego szereg moich doświadczeń. Niestety cały mój arsenał aparatów doświadczalnych bezpiecznie zamurowałem w moim domu mieszkalnym ; wypadało je wydobyć ze schowku, co mogłem uczynić dopiero wówczas, jeżeli będę miał pewność, że miasto Lwów nie będzie bombardowane i oblegane, co się okazało niemożliwem. Zamówił się też, że będzie mojem spólnikiem po wojnie, dziwiąc się mocno, że jestem tak mało znanym we Lwowie — zresztą — mówili — co to jest Lwów ? Dziura ruska, z polskim duchem, z austrjackim powietrzem a z kamienicami żydowskiemi! — Był to wnuk poety, księcia Trubeckoja, niestety został zamordowany przez bolszewików na Ukrainie.

Bardzo czynną i ruchliwą była noc w której wojsko rosyjskie wyprowadzało się ze Lwowa; całą noc z pewną ilością moich podkomendnych przepędziłem czynnie na ulicy, ponad 40 osób zostało zastrzelonych w mojej dzielnicy, byli to przeważnie rabusie lwowskiego konsorcjum złodziejskiego, którzy chcieli skorzystać z popłochu, wywołanego wyjazdem wojska rosyjskiego i rabowali też zawzięcie.

Następnie wypadło powitać powracających austrjackich dygnitarzy w bazylice łacińskiej; niestety oprócz czterech żydów, reszta wszystkich mojich podwładnych bohaterów była spojoną wódką ect. ect. do nieprzytomności więc z temi czterema żydami w kościele chrześcijańskim odbyła się ta wspaniała uroczystość powitania powracającej władzy krajowej! — Następnie udałem się do lwowskiego świetnego magistratu ażeby podziękować i złożyć dalszą komendę straży obywatelskiej. Tu usłyszałem następną podziękę za tylomiesięczną niebezpieczną wierną i uciążliwą służbę bezpieczeństwa. Największy czas, że już się skończyło to panowanie „Koniokradów". Było to podziękowanie urzędowe za tylomiesięczne poświęcenie bezpłatne czuwanie dniem i nocą w celu zapewnienia mienia i życia obywateli lwowskich w czasie, gdy największa część dygnitarzy magistrackich wyjechała albo jak zające pouciekała.

Rozpoczęło się życie i ruch powojenny, przyszły wnet karty chlebowe, trzeba było przyzwyczajić się do tego klasycznego nieporządku i babilońskiej wzorowej nieporadności, jaką się odszczególniał urząd aprowizacyjny. Wypadało po kilka razy chodzić po te cyrografy magistrackie a tymczasowo buntowała się publika na mężów zaufania posądzając tychże o opieszałość, gdy brakowało chleba, cukru i nafty, dzieci się darły po głodnemu, nie było też światła do nauki szkolnej. Ta mizerja trwała kilka lat a bezpłatni mężowie zaufania musieli przyjmować i znosić wszelkie niezadowolenie publiczne, z tego klasycznego niedołęstwa urzędowego. Mnie nawet jako pilnego i rzetelnego ojca chlebowego raczył magistrat oskarżyć w sądzie krajowym za gwałtowne domaganie się kart chlebowych, tłuszczowych, cukrowych, naftowych!!! — ect. Sędzia śledczy jednakowoż po przesłuchaniu mnie oświadczył, że wątpi bardzo ażeby prokurator poparł odnośną sprawę, gdyż było to obywatelskim obowiązkiem upominać się o dopełnienie żywotnych potrzeb publicznych !!!

Dopiero ówczesny namiestnik, hrabia generał Huyn dowiedziawszy się o tej klasycznej gospodarce aprowizacyjnej świetnego Magistratu lwowskiego, poskromił odnośnych potentatów municypalnych.

W r. 1918 zostało wskrzeszonem Państwo polskie, niebywała radość wybuchła ogólnie, robotnik się ucieszył, że niepotrzebuje więcej pracować; panowie będą teraz mieszkać w suterenach zaś plebs w apartamentach piętrowych, będzie rozkoszował przy wódce i wieprzowinie. Ustał wszelki animusz do pożytecznej pracy, socjalistyczne zebrania po szynkach, uświetnione bajecznemi przemowami żydowskich zbawców demoralizowały coraz więcej ogół robotniczy a nowe podatki jak grzyby po deszczu utrudniały wszelki rozkwit przemysłowy, z którego i tak tylko miskropowe szczątki się jeszcze ostały. Kara za ponad 8-mo godziną pracę, która i tak niebyła wydatną, bowiem robotnikowi brakowało odpowiednej wiedzy i lepszego wychowania indywidualnego tak dalece, że prowadzenie jakiegokolwiek przedsiębiorstwa stało się niemożliwem. Za roboty i dostawy za czasów austrjackich niezostałem zapłaconym; nawet kaucji złożonych na te roboty niezwrócono, zaś za roboty wykonane dla państwa albo niezapłacono, lub też walutą niemającą realnej wartości i to nawet pod rygorem ażeby tejże niewymieniać na obcokrajową walutę.

Niebyło więc innego sposobu jak zamknąć warsztaty a pozbyć się buntujących się robotników, którzy marzyli o tekach ministerjalnych, poselstwach parlamentarnych i dobrze opłacanych posadach państwowych i traktowali pojęcie pracy pogardliwie jako zbrodniczy wymysł klasy myślącej, pomimo tego, że wszystko bezwyjątku co człowiek spostrzega za pośrednictwem swojich narządów zmysłowych uzasadnia się na objawach dokonanej pracy w otaczającej przyrodzie. — Ustała budowa domów mieszkalnych, zamarł też przemysł oparty na budowie i na innych potrzebach społecznych a w dodatku jeszcze iluzoryczna wartość okrężnej waluty państwowej.

Zostały mnie tylko marne szczątki materjalne z mojej 50-cio letniej pracy zawodowej, pocieszałem się swojemi rysunkami, modelami i wzorami mojej dawnej pracy i zagrzebywałem się coraz dalej w doświadczenia i badania istoty elektryczności, światła, ciepła a ostatecznie też i zasad życia organicznego tak roślinnego jak też i zwierzęcego. W mojem smutku i osamotnieniu niezabraklo mnie pod Bożą opieką pewnego powodzenia w odkryciu prawd przyrodniczych, odchyliły się tajne zasłony istoty elektryczności, począłem pojmować wszystko co się łączy z tym cudownym objawem przyrodniczym.

Czara nieszczęść została ostatecznie dopełnioną przez zawitanie Ukraińców uzbrojonych przez Austryjaków i Prusaków do Lwowa prowadzonych przez atamana Petlurę i na ich monarchę upatrzonego Wasyla Wyszywanego czyli Wilhelma Habsburga. — Zostałem w swojem laboratorjum napadniętym i potraktowany jak wierutny złoczyńca pod pozorem, że jestem komendantem Legji akademików i zamyślam tym Ukraińcom odwrót odciąć z placówki w Ossolineum. Po 8-mio godzinnem maltretowaniu, zniszczeniu wielu rzeczy, strzelono do mnie i rzucono dwa ręczne pociski granatowe na mnie, co spowodowało zniszczenie wynalazku odkrycia fotografji o naturalnych barwach metalicznego połysku wraz z wszelkiemi aparatami fotograficznemi drogocennemi chemikaljami, notatkami i zapiskami, — przyczem zgruchotanych zostało wiele drogocennych modeli, drzwi i okien, został również podkopanym mój cały stan zdrowia z powodu tego straszliwego wstrząsu wybuchowego tak, że po dziś dzień cierpię na zabójczą duszność i ból narządów oddechowych przy opadzie wszelkich sił fizycznych i życiowych. Prawdopodobnie byłbym przypłacił życiem, gdyby nie moje cudowne odrycie zasadniczej siły przyrodniczej, co stosując w mojej niemocy, wzbudza odporność tak  fizyczną  jak  też  psychiczną.

W piewszych tygodniach po napadzie byłem tak słabym, że groziła mnie śmierć, wszystkie bowiem środki lekarskie były bezskutecznemi. więc gdy w tym czasie zjawili się u mnie pan baron Stanisław Heydel z panem Libańskim i poczęli mnie namawiać jako dobrzy przyjaciele, ażebym zgodził się na spółkę któraby objęła wykonanie mojego drogocennego odkrycia, gdyż inaczej zostanie ono straconem dla dobra społecznego. — „Człowiecze — mówili" — jesteś wiekowym i śmiertelnie chorym! Tak to się starali ci poczciwi przyjaciele po samarytsńsku o moje dobro, też o dobro publiczne, wiadomem bowiem im było, że pewne amerykańskie konsorcjum ofiarowało mnie przez ajenta patentowego 4 a następnie 4½  miljonów dolarów, której to oferty ja nie przyjąłem, jedynie z tej szlachetnej przyczyny, ażeby zachować ten Boży skarb dla państwa i narodu polskiego i nieprzefrymarczyć bezcennego wynalazku u bogatych obcokrajowców!

Po takich wielorazowych namowach tych serdecznych przyjaciół dałem się ostatecznie namówić, bowiem wówczas uczęszczało do mnie 64 osób, co przy mojej fizycznej niemocy, tylko niezwyczajną siłą woli. mogłem tyle naświetlań osobiście dokonać, więc objawiłem swoje warunki pod któremi jestem skłonnym powierzyć mój wynalazek takiej szlachetnej spółce o jakiej mnie pan baron Stanisław Heydel wiele razy wspominał. Zasadniczo opiewały moje warunki następujące:

1. Odnośne przedsiębiorstwo zasadniczo ma być humanitarnem, ma się swoją czynnością przyczynić do ogólnego rozszerzenia w kraju polskim mojego odkrycia i wynalazku, zawierającego w swojej istocie świtającą jutrzenkę nowoodkrytego sposobu leczenia wszelkich fizycznych niedomogów i ułomliwości cielesnych i w drodze fizykalnej bez zastosowania jakichkolwiek środków chemicznych, wyłącznie tylko przez opromieniowanie ciała ludzkiego i wdychiwań za pośrednictwem nowo odkrytej maszyny ujmującej zgęszczoną, lotną materję słoneczną, która jest podstawową i przyczyną wszelkiej energitycznej i życiowej czynności, nietylko na samym globie ziemskim, lecz i też w całym systemie planetarnym, opanowanym wpływem słonecznym.

Ta cudowna materja słoneczna ma tę własność, że przy jej celowem zastosowaniu podnosi potęgę i odporność tak organizmu animalicznego jak i też roślinnego; powoduje, ze żyjący organizm z powodu potężniejszego procesu życiowego samodzielnie bez wszelkich trujących lekarstw, pozbywa się wszelkich trapiących go niedomogów chorobliwych, odmładza się i odczuwa nową ochotę do tycia.

2. Prosiłem ażeby do odnośnej spółki nieprzyjmowano żydów, niejestem wcale antysemitą! — wiem tylko, że żydzi są hyperpraktycznymi czynnikami, więc humanitarność stałaby się iluzoryczną w przedsiębiorstwie, które rokuje olbrzymie dochody.

3. Wszelki przez wspólników włożony kapitał niepowinien być wyżej oprocentowany jak wkładki biednych ludzi ulokowane w kasach oszczędności a zaś wszelka zwyżka dochodu po spłaceniu wszelkich zobowiązań powinna być użytą na cele humanitarne lub też na zapomogi dla wynalazców i osób starających się o podniesienie dobrobytu w kraju. —

Takie to zasadnicze warunki były poprzednio omówione i ułożone przed spo­rządzeniem jakiegokolwiek kontraktu. Czy został w rzeczywistości sporządzony jaki kontrakt, to o tem niemam żadnej wiadomości, ja takiego niewidziałem i ani świadomie niepodpisywałem. Moje zaufanie do utworzenia tego towarzystwa naukowego zostało bardzo zachwianem, gdy po skończeniu tej konferencji, podczas której pokazywałem różne konstrukcyjne rysunki i inne tego przedmiotu dotyczące opisy i akta urzędowe, zauważyłem ubytek aktu notarjalnego opiewającego, że złożyłem, rysunek i opis pierwszej maszyny do ujmowania eteroidu t. j. materji słonecznej, dokładnie skopiowanej z oryginału, w Akademji umiejętności we Wiedniu. Oprócz odnośnych kilku panów t. j. barona Stanisława Heydla junior, inżyniera Libańskiego inżyniera Postępskiego którzy najwięcej byli zainteresowani i jeszcze kilku innych mniej interesujących się z odnośnym wynalazkiem, najwięcej był rozochoconym pan Libański, który nawet nalegał ażebym jemu odstąpił odnośny akt notarjalny, czemu ja się stanowczo sprzeciwiłem. Gdy ci panowie odeszli a ja uporządkowałem odnośne akta, spostrzegłem, że tego aktu notarjalnego już niebyło. Gdy drugiego dnia pan Heydel przybył do mnie i zażądał ażebym jemu pokazał jeszcze raz odnośny akt notarjalny, to pomimo najdokładniejszego przeszukania wszystkich papierów i dokumentów, tego pożądanego aktu więcej niebyło! — Więc został eskamotowanym tego samego dnia, gdy się odbywała konferencja zawiązać się mającej spółki naukowej. Całe podejrzenie pada na P. T. Libańskiego, bowiem jemu bardzo chodziło o wydostanie tego aktu zawierającego zasadniczą tajemnicę odnośnego wynalazku a powtóre wraz z tym aktem ulotnił się też mój świeżo moim sposobem zatempe-rowany ołówek którym się posługiwałem w czasie pokazywania tego naukowego materjału a który kilka dni później spostrzegłem u pana Libańskiego!

Z całej afery wynika, że ja tym szanownym panom z mojego wynalazku żadnego podarunku nierobiłem ani też niczego nie sprzedałem, — tylko pod pewnemi warunkami dla ogólnego dobrodziejstwa krajowego powierzyłem, licząc na to, że mam do czynienia z ludźmi honorowymi o pewnej inteligencji naukowej!! — Niestety okazało się, że wszystko razem było zbrodniczą fatamorganą. Uplanowano ażeby omanić złamanego i schorzałego starca i pozbyć go jego wieloletniej mozolnej pracy kosztownej, bez zadania sobie jakiegokolwiek trudu i kosztów. Przyrzeczono niebo i ziemię i niedotrzymano niczego, nawet przechrzczony żyd Mondschein, jako P. T. Libański był głównym doradcą i macherem spółki naukowej a reszta P. T. wspólników, którzy się też o nic nie troszczyli była tym splendorem mającym oczy zamydlić wielkopańskim blichtrem. — Zasadniczą myślą była ta, ażeby w jakikol­wiek sposób wydobyć tajemnicę wynalazku, zapewnić sobie prawne posiadanie już nietylko tego jednego wynalazku lecz i też wszystkich tych skarbów tyloletniej pracy a następnie zwlekać z jakąkolwiek pożyteczną akcją społeczną, aż ten pracownik i myśliciel zakończy swoje życie. Miljony dolarów amerykańskich były na widoku, które ten głupiec zlekceważył dla jakiejś marnej filantropji. Otóż tak się przedstawia prawdziwy nervus rerum tej tak zwanej spółki naukowej!!!

Z Bożej łaski nieumarłem, lecz czekałem cierpliwie pracując w krwawym pocie czoła na ostateczny rezultat, ponad 6 lat, tej naukowej czynności, którą się chełpili ci przedsiębiorczy bohaterzy przed światem, a która wcale nieistnieje, bowiem tylko jak na sztubackie pauperskie kpiny oddano jedną maszynę lekarzowi hydropacie, czy hydrologowi, który jakkolwiek cenny człowiek nieposiada tej wiedzy i tego doświadczenia, jakie są konieczne do zastosowania przyrodniczego środka w niedomogach chorobliwych. — Do ostatniego momentu łudziłem się, że mam do czynienia z godnemi gentelmanami, pomimo, że upłynęło 6 lat bezczynnych tego zacnego towarzystwa czy spółki naukowej, — ostatecznie oddałem sprawę do sądowego rozstrzygnięcia. Wobec tego, że mnie niczem nie wynagrodzono ani pieniężnie lub słownie, zaproponowałem rozwiązanie tej wzorowej spółki naukowej, która nawet mnie niezapisała w poczet urzędowy swoich członków, pomimo że mego nazwiska użyła w odnośnem przedsiębiorstwie, które wcale nielicowało z nauką ani też z rozumnym, rzetelnie i zapobiegliwie prowadzonym interesem przedsiębiorczym. Ba! nawet gdy zrobiłem uważnym P. T. barona Stanisława Heydla jako naczelnika, że taka gospodarka prowadzi wprost do bankructwa, to otrzymałem następną odpowiedz: „Niechże się staruszek niemartwi i nieirytuje! — My zrobimy już tak, że wszystko będzie dobrze! — Probatum est!

Niepozostało innego wyjścia, jak zaproponować rozwiązanie tej bezczynnej spółki bez jakichkolwiek wzajemnych pretensyj. Była to chevalerska propozycja nieubliżająca i nieobciążająca nikogo, jednakowoż nietrafiła do przekonania panu baronowi Heydlowi ani też jego prawnemu zastępcy Dr. adwokatowi Selzerowi. Proces sądowy toczył się dalej, bowiem ta cenna spółka wykazała, że jest w posiadaniu autentycznego, przezemnie osobiście podpisanego kontraktu notarjalnego, mecą którego wszystkie moje wynalazki dotychczasowe aż do mojego grobu stają się wyłączną własnością odnośnej spółki bez jakiegokolwiek wynagrodzenia pieniężnego.

Brawo ludożercy! — szkoda żeście sobie zacni panowie jeszcze niezapewnili prawa posiadania moich zwłok, na których byłoby można jeszcze zrobić jakiś famoz geszeft bez wydania jednego szarego grosza!!!— Okoliczność, że ta zacna spółka poczęła się starać o uzyskanie patentu państwowego, ażeby mnie dodatkowo wywłaszczyć z mojego wynalazku, — odebrało mnie nietylko zaufanie lecz i też wiarę w rzetelne zamiary tej spółki, — która też nieskorzystała z propozycji zaofiarowania jej 161 miljonów koron austr. przez mojego wieloletniego przyjaciela św. pamięci Tomasza Wydźgę na wybudowanie 7 wielkich sanatorjów po 23 miljonów dając w ten sposób dowodnie poznać, źe wcale nie myśli zastosować się do pierwszego punktu moich warunków, pod któremi skłoniłem się ten cenny skarb wynalazcy jej powierzyć do dalszego rozwoju naukowego i dla pożytku całego kraju polskiego! — co byłoby im też przyniosło sławę i materjalny zysk rzetelnie zasłużony.

Sądownie wykazali się kontraktem przezemnie aprobowanym i podpisanym, pomimo, że ja żadnej świadomości niemiałem o istnieniu takiego dokumentu. — Wiedziałem tylko o przygotowaniu i o warunkach pod 1—3 wymienionych, lecz ażeby został sporządzony jakiś kontrakt niemiałem prażadnej wiadomości! Dopiero mój prawny zastępca pan Dr. Adwokat Hartmann miał sposobność wglądnąć do tego omnicznego aktu, który ta cenna spółka skrzętnie ukrywała przedemną a nawet o ile się niemylę przed p. Dr. Hartmannem. Przecież z dokumentem prawnie uzasadnionym nie potrzeba ukrywać się przed wspólnikiem z którym się ma wspólne interesa ! Tak samo niezachodzila potrzeba uzyskania aktu notarjalnego, świadczącego o depozycie złożonym przez wynalazcę w archiwum akademji umiejętności we Wiedniu. W jakim to celu potrzebnym mógł być odnośny dokument tej spółce naukowej, jeżeli niebylo żadnej przeszkody do oglądnięcia i studjowania gotowego i praktycznie uzyskanego aparatu do ujmowania Eteroidu, t. j. materji słonecznej ? !

Przed forum sprawiedliwości osiągnęła ta cenna spółka naukowa, wszystko, czego ich szlachetne serca zapragnęły, — ja zaś utraciłem wszystko, co sobie żmudną pięćdziesięcioletnią pracą zaskarbiłem, a w dodatku wypadło mnie zapłacić krwawym potem zapracowanemi pieniądzmi w kwocie 1.256 złotych P. T. adwokatów za ich mozolną czynność prawniczą oraz dalszą kwotę dotąd nie sfinalizowaną za cenny prawomocny wyrok P. T. urzędu sprawiedliwości krajowej. Wyrok ten w rzeczywistości całą moją pracę i zapobiegliwość wynalazczą zanulował, bowiem jeżeli przez moje całe życie więcej niezasłużyłem jak mając 80 lat stać się dojną krową szajki Chevaliers d'lndustrie, to zasadniczo wolę sam moją całą pracę zniszczyć jak takową oddać w ręce niedołężnych niesumiennych i niesprawiedliwych wyzyskiwaczy i społecznych pasożytów. Requiescat in pace !

Jako złamany i schorzały prawie 8O-letni starzec niemam siły, ażeby, się porachować z tymi cennymi spólnikami, pozostawiam to dziejowej Nemesis, która już obecnie postawiła najwybitniejszego winowajcę przed sądem Bożym, wiecznej sprawiedliwości.

Pozwolę sobie przytoczyć kilka uwag ilustrujących momenta tej tak smutnie i z wielką stratą dla ogółu społeczeństwa polskiego zakończoną aferą, mianowicie:

1.     Czy to jest konwencjonalną  rzeczą ażeby wynalazca swoją tyloletnią i kosztowną czynność dobrowolnie przy zdrowym rozsądku podarowywał bez jakichkolwiek zastrzeżeń i bez nagrody obcym, jemu prawie bliżej nieznanym osobom i to bez jakichkolwiek prawnych zastrzeżeń, a w ostatku był jeszcze zobowiązanym oddać im każdy swój dalszy wynalazek lub też odkrycie, takim osobom, o których nabrał przekonania o ich indywidualnej bezwartości ? ? ? ?

2.  Czy to jest dowodem rzetelności, jeżeli wynalazcy zeskamotowano urzędowy akt, w którym jest opisany i technicznie opracowany aparat nowego wynalazku o niezwyczajnej wartości społecznej ? ? ?

3.  Czy to niejest najohydniejszy kanibalizm,ażeby pod obłudną maską samarytynską doszczętnie ograbić losem wojennym złamanego ciężko schorzałego 80-letniego starca z jego całego mozolną pracą i wielkiemi wydatkami zdobytych owoców życiowej czynności społecznej ? ? ?

4.  Czy taki przypadek niehańbi całego społeczeństwa Polskiego ? ? ?

5.  Czy zniszczenie takiego odkrycia, które daje możność ewentualnego wyleczenia gruźlicy płucnej i kości, na którą umiera prawie 45%  ludności, powinno być tolerowanem tylko dlatego, ażeby pewnej grupie pseudofilantropów w ich podstępnie zdobytych dochodach niebyło uszczerbku ? ? ?

6.  C. Czy kontrakt notarjalny pomimo wszelkich pozorów legalności, niemoźe być sfałszowanym za pomocą zabiegów opartych na stanie hypnotycznym ? ? ?

7.  Czy osoby nader dobrze obznajomione ze zjawiskami hypnotycznemi, braidycznemi i mesmergicznemi, mogą  ewentualnie  skorzystać z tej sztuki, gdy mają na widoku znaczny zysk materjalny o miljonowej wartości ? ? ?

8.  Czy to jest uczciwym postępkiem wyłudzić wynalazek pod różnemi pozorami, przyrzekając procentowy dochód ze zastosowania takowego w praktyce, a następnie wszystko zostawiwszy bezczynnie  bez zastosowania realnego, wyrządzić niepowetowaną szkodę pieniężną wynalazcy oraz kolosalną krzywdę całemu społeczeństwu ???

9.  Czy osoba skrzywdzona sztuką hypnotycznej postsugestji  jest w możności wykazać dowodowo w jaki sposób odnośny proceder oszukańczy został przeprowadzonym przez odnośnego manipulanta? ? ?

10.  Czy osoba opanowana tym sposobem jest świadomą co się z nią działo, gdy została przyprowadzoną ponownie do naturalnej jaźni???

Wobec tego. że ogólnie nie jest jeszcze dobrze znaną hypnoza i wszystkie w niej występujące objawy psychiczne i fizyczne, przytoczę kilka dobrze znanych przypadków, mianowicie:

1.      W Monachjum kilka lat temu odbył się skandaliczny proces sądowy, w którym był oskarżony pewien hypnotyzer nazywający się Czyński, który na podstawie zahypnotyzowania pewnej hrabiny i udzielenia jej w transie  hypnozy, tak zwanej Postsugestji, która ją po obudzeniu do jaźni, zniewalała, ażeby mimowolnie zgodziła się wyjść za mąż za Czyńskiego, co też wkrótce nastąpiło. Hrabina bowiem podpisała kontrakt ślubny i poszła bez oporu do ślubu, stała się więc prawdziwą małżonką Czyńskiego! Gdy się o tym fakcie dowiedzieli jej krewni, niebyła ona w możności wytłumaczenia krewnym, ani samej sobie, co ją skłoniło stać się żoną człowieka dla niej zupełnie nieodpowiedniego. Oddała odnośną sprawę do sądu, a rzeczoznawcy wytłumaczyli tę zagadkę jako fenomenalne oszustwo, popełnione na tłe hypnotycznem. Nastąpił rozwód i ukaranie tego idealnego małżonka jako przebiegłego oszusta.

2.             Analogiczny przypadek i proces odbył się niedawno temu we Wiedniu. Na klinice był zajęty pewien profesor o zaskorupiałej mądrości, który hypnotyzm nazwał wybujałem szwindlerstwem! — Ażeby go pouczyć   że jest w błędzie jeden z jego kolegów zahypnotyzował słuchaczkę akademicką i nadał jej postsugjestję z rozkazem ażeby drugiego dnia o pewnej godzinie profesora spornego zastrzeliła, uzbroiwszy ją w rewolwer którego strzały były  zupełnie nieszkodliwe. Wiele osób zostało wtajemniczonych w ten sfingowany atentat na profesora, do którego rzeczywiście w odnośnym czasie słuchaczka strzelała ażeby go uśmiercić. Ostatecznie cała sprawa dostała się przed sąd karny, gdzie wytłumaczyła komisja rzeczoznawców i świadków że  cała   ta  sprawa   była z góry ułożonym eksperymentem, ażeby zakamieniałego niedowiarka przekonać o istotnym stanie hypnotycznych zjawisk.

Podobnych przykładów istnieje bardzo wiele, szczególnie w krajach, gdzie jest większe zainteresowanie się odnośnymi objawami, ograniczę się jeszcze na jednym przypadku pouczającym który się zdarzył w Londynie podczas odczytu pewnego, biegłego hypnozytera, nazywającego się „Kenedy". — Na odnośny odczyt o hypnozie, oprócz zwyczajnej publiki, zgłosiło się też kilka młodych niedowiarków,, z pomiędzy których odszczególniał się jeden buńczuczny młodzik, który postanowił wyprowadzić owego prelegenta z równowagi, ośmieszając go różnemi pauperskiemi czynami. — Gdy P. T, Kenedyemu zwrócono na to uwagę, ten zaprosił, owego młodzieńca na trybunę i zapytał go, czy ma zamiar brać udział w odczycie? — dostał odpowiedź że „tak" więc nakazał mu stanąć na kraju podjum i udawał, że się dalej nim nieinteresuje. Tymczasem młodzik począł małpować ruchy hypnotyzeraj który raptownie zerwał się z miejsca podszedł ku jednemu z gości, który miał ciężką laskę, poprosił o takową, i zbliżył się szybkim ruchem do tego młodzieńca, dotykając lekko jego nos odnośną laską. Spowodowało to prawie momentalne zahypnotzowanie, tak że za cofającym się hypnotyzerem młodzieniec tak postępował jakbybył nosem przymocowany do owej laski. — W ten sposób został doprowadzony na środek podjum, stojąc spokojnie jak jaki nieżywy posąg. Zapytał go wówczas Kenedy czy on chce się wzbogacić? — Odpowiedział Yes o Yes! Wówczas wziął hypnotyzer szklankę ze stołu wykładowego, nalał w nią pełno wody i przemówił. Widzisz pan, ta szklanka jest napełniona stu funtami szterlingów, które się staną pańską własnością, jeżeli pan potrafisz te pieniądze wszystkie wysypać do swojej kieszeni. Z grymasem wielkiego zadowolenia wlał młodzieniec ostrożnie wszystką wodę do swojej kieszeni, która naturalnie nogawką po bucie wyciekała na podłogę, co wywołało homeryczny śmiech w całej sali i przyczyniło się do obudzenia młodzieńca ze snu hypnotycznego. Z wściekłością chciał się młodzieniec rzucić na hypnotyzera, ten jednak szybkim ruchem wywołał u niego katalepsję czyli zesztywnienie i unieruchomienie tego awanturniczego bohatera.

We Lwowie jest ogólnie znanym faktem, że pan inż. Edmund Libański, poprzednio hebrejski Mondschein trudnił się od wielu lat, doświadczeniami hypnotycznemi, i spirytystycznemi i zaskarbił sobie też w tym dziale pełną sławę tak dalece, że go wybrano prezesem tego kunsztu, o którym wiele pisał, wykładał a nawet dzieła wydawał. Istnieje nawet legenda, że zahypnotyzował pewną osobę, która w tym nieprzytomnym stanie kilka lat pozostawała. Wypada też zaznaczyć, że w czasie transu spirytystycznego operator może tez zażądać od medjum, przetransportowania jakiegokolwiek objektu ze zamkniętej a nawet oddalonej ubikacji, a to pono uskutecznienia się na podstawie dematerializacji i następnej materjalizacji. Podobny akt nawet próbnie, odbył się w nocy o 1 w którym to czasie seansu spirytystycznego przetransportowano z mojego zamkniętego laboratorjum, wypchaną łasicę na miejsce odbywającego się seansu i przyniesiono drugiego dnia odnośny ocjekt mnie na powrót z przeproszeniem, że to było doświadczenie aparatu spirystycz-nego. Na tej podstawie można by też przypuścić, że ten notarjalny dokument, który tak zagadkowo zaginął z mojego laboratorjum, w którym od czasu konferencji tych zacnych panów, żywej duszy więcej niebyło, też mógł być w podobny sposób eskamotowanym, jak ta poprzednio wymieniona łasica! — Pan Stanisław, baron Heydel junior który drugiego dnia niespodziewanie u mnie w tym celu się zjawił, ażebym jemu jeszcze raz ten dokument notarjalny pokazał, obudził we mnie podejrzenie, że on chce sprawdzić, czy ja jestem jeszcze w posiadaniu tego oryginalnego dokumentu, więc jeżeli tego u mnie więcej niema, to ten eskamotowany dokument jest bezprzecznie tym pożądanym oryginałem. Pan baron Heydel uczył się od Libańskiego, który był jego faktorem w tym duchu jak to każdy polski szlachcic bez opieki żydowskiego maklera nie może istnieć, wszelkiej tej sztuki i wiedzy jaką rozporządzał mości pan inżynier Edmund Libański! — był jego zażyłym przyjacielem i „Ty"-kali się wzajemnie jak bracia!

Zapoznawszy się ze szczegółami i też z indywidualną wartością w odnośną grę wchodzących osób, można też a la Sherlock Holmes, rozwinąć ten tajny program, którym się kierowała ta zacna naukowa spółka w swojej nowoczesnej wyprawie po złote runo, nie do Colchis, — tylko Ameryki przyczem zjawienie się dwóch warszawskich rycerzy przemysłu we Lwowie w analogicznym celu, stanowczo zdefinjowało ten chwalebny rycerski zamiar.

1.             Pan Stanisław  baron  Heydel jako agronomowy polityk łaskawie objął dowództwo wraz z jego faktorującym przyjacielem P. T. Mondschein-Libańskim, znanym we Lwowie badaczem hypnotyzmu i spirytyzmu, oraz literatem i publicystą, który też zaraz jemu poradził swojego szwagierka P. T. Kuhna, obecnie Krużelnickiego, rutynowanego ajenta giełdowego, na posadę prokurzysty, zawiązać się mającej spółki naukowej, której przyszli członkowie jedynie za dekorację służyć będą, dla ukrycia rzeczywistego celu tej wzorowej spółki naukowej, której głównym celem jest zdobycie majątku za każdą możliwą i niemożliwą cenę !!!

2.      Jako ofiarę obrano losem złamanego, bombami ukraińskiemi na zdrowiu zrujnowanego, zwątpiałego   prawie 80-cio letniego starca, któremu pewna spółka amerykańska zaoferowała 4 do 4½ miljonów dolarów za odstąpienie nader ważnego epokowego odkrycia wraz z wszelkiemi do tego należącemi aparatami doświadczalnemi. Temu jednakowoż sprzeciwił się odkrywca i wynalazca z tego jedynego szlachetnego powodu ażeby taki bezcenny dar Bożej natury niedostał się w obce bogate ręce ale stał się błogasławieństwem tego kraju, w którym go odkryto!

3.      Otóż  takowa z obecnym  zmaterializowanym światem niezgodna, dolarami pogardzająca istota, ostatnim tchem dysząca kreatura zalecała się jako pożądany żer dla takiej zacnej naukowej spółki, która pod obłudną samarytańską maską filantropji i doborową hypnotyczno-sugiestywną namową, łakomie przyswaja sobie ten cały skarb, niedając za takowy prażadnej nagrody czy to pieniężnej lub też moralnej, owszem nieoszczędzała w kpinach ect. i lekceważeniu osobę tego fantasty wystawiając swoje drapieżne szpony juz nietylko na ten jeden wynalazek, lecz i też na wszystkie dotąd a nawet ewentualnie i takowe jeszcze przed śmiercią uskutecznione, wynalazki, jednym słowem wzorowe ograbienie tak fenomenalne, że zaszczyt przyniosłoby nawet najżarłoczniejszemu australskiemu Kanibalowi !

W kanibalicznym przestrachu udał się ten zawojowany starzec pod opiekę boskiej Temidy, która pielęgnuje sprawiedliwość jako najcenniejszy kwiat Boży, który jednakowoż w rękach nieświadomości ludzkiej więdnieje, a nawet często usycha na siano, przydatne ostatecznie na żer mlekodajnych kreatur. Zawiedziono się srogo, wyrzucono krwawym potem zapracowane pieniądze na P. T. zastępców prawnych i na inne należytości prawne, człowiek pracy i pomysłu marnieje, pod taką opieką traci wszelką ochotę do dalszej pożytecznej pracy, plon bowiem tejże zasadniczo już nie należy więcej do niego, tylko do pasożytów społecznych, którzy równo­cześnie znajdują się na drodze przefrymarczenia dla swojej korzyści osobistej tych cennych skarbów, z których cały ogół miał korzystać! Niestety do idealnej doskonałości człowieka jest jeszcze bardzo daleko! a jeżeli Zeus ukarał srogo Prometeusza przykuwając go do skał Kaukazu za ogień porwany z niebios dla człowieka ażeby go zbliżyć do doskonałości boskiej, to też nie wiele mniejsza zasługa leży w tym, że Słowianinowi z Bożą pomocą poszczęściło się pochwycić żywotną materję słońca i uczynić ją przystępną do regeneracji i odmłodzenia obecnych fałszywą cywilizacją zdegenerowanych i zdemoralizowanych organizmów ludzkich. Człowiek takiego heroicznego czynu powinien być też ukaranym, że się odważył taki .dar Boży uczynić przystępnym dla ogółu, który najwidoczniej niezasługuje sobie na niego, więc „fiai justkia, pereat mundus !” Ergo gińcie dalej 45% ludzkości na zabójczą gruźlicę. Ali right!!! Najcharakterystyczniejszym objawem jest ten znamienny fakt — że równocześnie z zapadnięciem tego Salomonowego wyroku, który pozbawił człowieka pracowitego i zapobiegliwego owoców wieloletniej mozolnej pracy i gorączkowego pomysłu, zapadł też drugi ważniejszy wyrok karzącej dziejowej Nemesis, który powołał P. T. Edmunda Libańskiego-Mondscheina intelektualnego sprawcę wyprawy po amerykańskie dolary przed odwieczne forum sprawiedliwości. Dolary stały się jemu zupełnie zbędnemi, bowiem Charon pobiera tylko jednego obola za przewóz duszy przez Styx do Hadesu !

Franciszek Dionizy Rychnowski de Welehrad.

 

 

 

3O PAŹ 1929

Górny portret z r. 1875, dolny z r. 1925.

  Powrót do strony o Rychnowskim

  Powrót do strony głównej